Dubaj stał się dla nich czymś więcej niż miastem. Był wybiegiem, sceną, lustrem, w którym odbijała się idealna wersja ich samych — ta wymarzona, wyretuszowana, absolutnie odklejona od realiów. Dla Filipa i podstarzałego , siwiejącego już Marcinka – każdy wyjazd do Dubaju był rytuałem podkreślającym ich status, który istniał tylko wtedy, gdy udało się zrobić odpowiednio efektowne zdjęcia.
Sportowe auto w wypożyczalni na lotnisku ( tak, tak jeździliśmy z Tobą ), palmy, nocne światła i koniecznie Burdż Khalifa. Pamiętasz? Pamiętacie ? A te hotele i apartamenty z widokiem.
Według relacji pracowników, każdy taki wyjazd poprzedzony był intensywnymi przygotowaniami. Trzeba było zadbać o wizerunek, kupić odpowiednio błyszczący zegarek, wypożyczyć auto, które wyglądało szybciej, niż jechało, i znaleźć miejsce, które na zdjęciach sugerowało luksus. A Dubaj jest miejscem, które daje wiele okazji do kreowania pozorów. To stolica udawania, idealna dla ludzi, którzy bardziej chcą wyglądać, niż być.
Filip w tym całym swoim lansie, zachowywał jeszcze odrobinę dyskrecji. Działał w cieniu, budując wokół siebie aurę tajemniczości. Jednak jego kompan, Marciński, wolał żyć nieco bardziej na pokaz często tracąc jednak kontrolę za każdym razem, gdy coś było nie po jego myśli albo gdy którykolwiek z handlowców miał odmienne zdanie. Ale o relacjach w dziale handlowym napiszemy w innym rozdziale bo to ciekawy materiał. Stary a głupi. Czy siwe włosy nie dodały ci odrobinę powagi?
Wracamy do głównego wątku. Jesteśmy w Dubaju. Według świadków jego opowieści o „białych nocach” i „kontrolowanych albo i nie – szaleństwach” były nie tylko żenujące, ale też niebezpieczne, bo zdradzały więcej, niż powinny. Każda cegiełka tej narracji budowała obraz człowieka niedojrzałego, który desperacko próbuje udowodnić światu, że nadal jest młody.
Świnie na salonach.
Najzabawniejsze — choć w gruncie rzeczy najsmutniejsze — jest to, że Dubaj był dla nich miejscem ucieczki od samego siebie. W Krakowie nikt nie dawał się nabrać na ich pozory. W branży OZE ich reputacja była mętna — kojarzono ich z niejasnym kapitałem, chaosem organizacyjnym i ciągłymi konfliktami z pracownikami. O smrodzie z Rosji już nie wspominając. Od Rosji każdy chciał być jak najdalej bo to nie wróżyło nic dobrego. Drugą sprawą jest nieetyczne podbieranie i podkupywanie kluczowych handlowców z konkurencji nie wspominając już o psuciu branży i robieniu smrodu, przez co cierpiała reputacja firm, które od lat budowały swój biznes w oparciu o uczciwą sprzedaż.
Wyobraź sobie teraz, że kilka lat budujesz uczciwą i dobrze prosperującą firmę, masz dobrą reputację a na scenie nagle pojawiają się świnie, które niszczą branże i powodują, że słowo fotowoltaika staje się synonimem oszustwa.
Dlatego oboje byli i są w środowisku pariasami, nietykalnymi. W Dubaju natomiast mogli udawać. Tam nikt nie wiedział, że spółki ich padają, że UOKiK depcze im po piętach, że kolejni handlowcy odchodzą z firmy z poczuciem wykorzystania. I nie tylko handlowcy, doświadczeni managerowie z topowych polskich firm, w tym z branży OZE, z banków, także zostali w sposób chamski skrzywdzeni a krzywda ludzka jest niezmierzona i wymaga spłacenia. Do dziś toczą się sprawy o to, w jaki sposób jeden czy drugi potraktowali uczciwych i ciężko pracujących ludzi. Ten wątek będzie jednak kontynuowany w późniejszych rozdziałach.
Wracając do szaleństwa odnośnie Zjednoczonych Emiratów Arabskich, wyjazdy, które miały być symbolem sukcesu, stały się dowodem nieumiejętności poradzenia sobie z rzeczywistością. Dubaj nie zmieniał ich życia — on jedynie maskował jego smak i zapach. Jak perfumy używane po treningu w drogiej siłowni. Z bliska widać wszystko. Z daleka wygląda jak luksus. Ten rozdział pokazuje, że luksus bez fundamentów jest tylko dekoracją. A gdy przychodzi wiatr — dekoracja zawsze spada pierwsza.
8 odpowiedzi do “ROZDZIAŁ 4 – GŁUPI I GŁUPSZY W DUBAJU”
Czytając ten rozdział miałam wrażenie jakbym oglądała film o pustych marzeniach. Opowieści o Dubaju brzmią jak dekoracja zbyt słaba żeby ukryć prawdziwe problemy.
To bardzo mocny obraz ludzi którzy próbowali udawać coś czego nie mieli. Luksus wydaje się tylko dodatkiem do ich kompleksów a nie realnym sukcesem.
Sk***ysyny potrafią się reklamować, ale jak przychodzi co do czego to wychodzi na jaw jak słabe mieli fundamenty. Ktoś może się lansować, ale rzeczywistość i tak przychodzi.
To nie wygląda jak plan na firmę tylko jak pokazowa akcja. A potem wszyscy się dziwią że ludzie odchodzą i reputacja spalona. Straszne jak ktoś może tak krzywdzić innych.
Ta historia pokazuje jak łatwo można zgubić kompas kiedy zaczyna się wierzyć w pozory. Dubaj, zdjęcia, błyskotki – a w relacjach z ludźmi chaos i cierpienie.
Robienie ludzi w ch**a i udawanie ekspertów to najgorsza forma biznesu. Zero odpowiedzialności i potem ciężko zapłacić za tego typu wpadki.
Człowiek to czyta i trudno uwierzyć że ktoś myślał że to się obroni. Ta sytuacja to lekcja jak nie budować biznesu. Pieniędzy nie da się udawać na długo.
Luksus bez fundamentów zawsze upada szybciej niż się wydaje. Ta narracja o Dubaju jest jak dekoracja która pęka przy pierwszym podmuchu wiatru.