Listy od czytelników – Historia z Zakopanego. Nabici w Turbiny Wiatrakowe.


Dostaliśmy przejmujący list od starszego małżeństwa z południowej Polski. List jest dosyć nieczytelny, napisany odręcznie, dlatego postaraliśmy się — z pomocą aplikacji — przenieść go do formy tekstowej. Jeżeli pojawiły się gdzieś błędy lub nieścisłości, przepraszamy, ze nie wszystko udało się wiernie odczytać.

Niestety musieliśmy też dokonać niewielkiej ingerencji w treść — usunięty został numer umowy, data jej zawarcia oraz nazwisko handlowca, aby uniemożliwić identyfikację oszukanych osób.

Przytaczamy go w całości, bez żadnej uwagi czy komentarza z naszej strony. Przemyślenia i ocenę pozostawiamy Państwu, drodzy Czytelnicy. Jednocześnie dziękujemy za wszystkie sygnały, które do nas napływają z całej Polski i zachęcamy do dalszego ich przesyłania. 

Zakopane, dnia 14 lutego 2026 roku 
Stanisława i Władysław 

Szanowne Państwo, 

piszemy do Was, bo już nie wiemy, gdzie się człowiek ma zwrócić, ręce nam opadły i serce boli, a może kto przeczyta i się zastanowi, zanim będzie za późno. My jesteśmy ludzie starzy, po osiemdziesiątce, całe życie tu w Zakopanem. Człowiek pracował, nie raz ciężko, zdrowie zostawił, żeby spokojnie dożyć swoich lat. I przyszło nam na starość zamiast spokoju mieć zmartwienie i strach, jak to wszystko spłacić i za co żyć. Przyszło do nas najpierw pismo, takie jak dawniej bywały, urzędowe niby. Z pieczątkami, tabelkami, wszystko jak trzeba, człowiek aż się nie zastanawiał. Było napisane, że audyt energetyczny, że bezpłatny, że jakaś pomoc. Wyglądało to jak z poczty czy z urzędu, jak kiedyś, kiedy jeszcze było wiadomo, co jest prawdziwe. 

Potem przyszedł pan. Młody, grzeczny, ładnie mówił, aż za ładnie. Że rachunki będą mniejsze, że będziemy mieć swój prąd, że państwo pomaga starszym, że to dla naszego dobra. My go wpuścili do domu, bo jak nie wpuścić, jak człowiek przychodzi i mówi, że pomaga, a człowiek całe życie uczony ufać. Namówił nas na te wiatraki, turbiny. Mówił, że to się opłaci, że będą dotacje, że wszystko załatwią, że nie mamy się martwić. Papierów było dużo, drobnym drukiem, ręce się trzęsły, oczy już nie te, co kiedyś, a on poganiał, żeby podpisać, bo „okazja”. Podpisaliśmy.

I teraz mamy tak: prądu więcej nie ma, jak nie było, tak nie ma. Rachunki takie same jak były, ani grosza mniej. A doszedł kredyt — tysiąc złotych co miesiąc. Tysiąc złotych! Dla nas to jest majątek. Na tyle lat, że człowiek siada i się zastanawia, czy dożyje końca spłacania, czy tylko zostawi to dzieciom jak dług. Dotacji żadnej nie ma. Teraz mówią, że się nie należy, że coś tam nie wyszło, że to nie ich sprawa. A wcześniej było mówione, że wszystko pewne, że się należy, że to formalność. Nie odbierają telefonów bo wnuczek kilka dni próbował tam dzwonić do nich. 

Dopiero potem, jak człowiek zaczął dopytywać i szukać pomocy, wyszło, co nam właściwie sprzedali. To miał być zestaw — turbina z trzy kilowaty oraz magazyn pięć kilowatów do tego jest. Cena wstyd mieć bo siedemdziesiąt tysięcy. Dla nas to są pieniądze nie do wyobrażenia. 

Ten zestaw w ogóle nie jest podłączony do sieci bo go nie podłączyli i nie umiom tego podłączyć. Nikt nam tego jasno nie powiedział. Żeby to działało, magazyn powinien mieć specjalny system, co pilnuje, żeby się całkiem nie rozładował. A u nas tego nie ma. I nic nie działa. 

I przez to jest tak, że ta turbina działała tylko na początku, praktycznie w dzień montażu. Bo jak się magazyn rozładuje do końca, to już nie ma co zasilić całego systemu i nic się nie uruchamia. I stoi to teraz jak jakaś ozdoba, tylko że bardzo droga. A my głupi. 

A prąd dalej bierzemy z sieci, rachunki przychodzą takie same jak wcześniej. Czyli człowiek płaci za prąd i jeszcze spłaca tysiąc złotych miesięcznie za coś, co nie działa. Mówili, że rachunki spadną o dziewięćdziesiąt procent. To była nieprawda. Jeszcze gorzej, że ta turbina nawet nie jest podłączona do domu tak, jak człowiek myślał. Zrobili tylko jedno gniazdko. Jedno. I człowiek może sobie co najwyżej podłączyć ładowarkę do telefonu. Za takie pieniądze. 

Człowiek się czuje, jakby go kto ograbił, tylko bez krzyku, bez noża — słowem i papierem. We własnym domu nas tak urządzili. Najgorzej, że człowiek już nie ma siły się z tym szarpać. Człowiek się boi otworzyć kolejny rachunek, bo nie wiadomo, co jeszcze przyjdzie. Noce niespokojne, człowiek myśli i myśli, i nic z tego myślenia nie ma. 

Wstyd nam przed dziećmi, bo powiedzą, że naiwni, że jak można było. Może i tak. Ale człowiek wierzył, bo to było napisane jak urzędowe i mówione tak, że aż się chciało wierzyć. Tylko wnuczek wie bo nam pomaga. 

Piszemy to, żeby innych ostrzec, bo może ktoś się zatrzyma i nie podpisze tak jak my. Bo jak się ma nasze lata, to już się takich rzeczy nie da odrobić, ani pieniędzy, ani zdrowia.

Z szacunkiem
Stanisława i Władysław


12 odpowiedzi do “Listy od czytelników – Historia z Zakopanego. Nabici w Turbiny Wiatrakowe.”

  1. Serce mi pęka, jak to czytam… Sama mam 75 lat i te „urzędowe” pisma też do mnie przychodziły. Gdyby nie syn, pewnie też bym ich wpuściła. Stanisławo, Władysławie – nie wstydźcie się! To nie Wasza wina, że jesteście dobrymi ludźmi. To te skur**syny żerują na Waszej uczciwości. Mam nadzieję, że wnuczek pomoże Wam z prawnikiem!

  2. 70 tysięcy za jedno gniazdko do ładowania telefonu?! Przecież to jest kryminał w czystej postaci. Filip S. i ten jego „dyrektor techniczny” Łukasz L. powinni gnić w sztolniach, a nie bawić się za pieniądze tych staruszków. To już nie jest biznes, to jest zwykłe ograbianie ludzi z godności na jesieni życia.

  3. Wstyd na całe Zakopane, żeby u nas tacy oszuści grasowali! Panie Władku, my tu na Podhalu nie zapominamy takich rzeczy. Jak te „młode wilczki” w garniturach jeszcze raz się pojawią w okolicy, to ich pogonimy tak, że im te teczki z umowami z rąk wypadną. Solidarność z Wami!

  4. Płaczę razem z Państwem… Mój mąż też dał się nabrać, choć jesteśmy młodsi, więc proszę sobie nie wyrzucać naiwności. Oni mają wypracowane techniki manipulacji. Najgorsze jest to, że instalacja stoi i niszczeje, a bank co miesiąc bezlitośnie ściąga ratę. To jest po prostu je**na niesprawiedliwość.

  5. 3 kW turbina i 5 kW magazyn za 70 kafli? Jako instalator powiem krótko: cena zawyżona o jakieś 40-50 tysięcy, a dobór sprzętu to technologiczny żart. Jeśli magazyn nie ma BMS-a (systemu ochrony), to to jest złom, a nie instalacja. Celowo zamontowali najtańszy chłam, żeby zgarnąć marżę. Obrzydliwe.

  6. Pamiętam te „skrypty rozmów”. Kazali nam mówić, że jesteśmy z „Krajowego Programu Audytu” albo innego wymyślonego tworu, żeby seniorzy myśleli, że to państwowe. Do dziś mam wyrzuty sumienia, że tam pracowałem tydzień. Stanisławo, Władysławie – Wasz list powinien wisieć w każdym komisariacie jako dowód na to, co ci ludzie robią.

  7. Jedno gniazdko… No nie wierzę. To tak jakby sprzedać komuś Mercedesa, ale zamontować w środku tylko radio i powiedzieć, że reszta nie działa, bo „się rozładowało”. Czy w tym kraju prokuratura naprawdę śpi? Przecież to jest ewidentne doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem!

  8. Moja sąsiadka miała to samo! Przyszli, herbatkę wypili, o zdrowie pytali, a potem podsunęli stertę papierów do podpisu. Jak można tak kłamać starszym ludziom w żywe oczy? Te „grzeczne chłopcy” to wilki w owczej skórze. Niech ich piekło pochłonie za te łzy pani Stanisławy.

  9. 1000 zł raty przy dzisiejszych emeryturach to jest wyrok śmierci głodowej. Ci ludzie dosłownie zabierają seniorom pieniądze na leki i jedzenie. Trzeba nagłośnić tę historię w telewizji, może wtedy te je**ne banki zaczną sprawdzać, pod czym podpisują się ich „partnerzy” biznesowi.

  10. Panie Władysławie, proszę się nie wstydzić przed dziećmi! Dzieci na pewno zrozumieją. Trzeba walczyć o unieważnienie tej umowy ze względu na błąd i wprowadzenie w błąd. Ta turbina to atrapa, a nie system energetyczny. Dobrze, że wnuczek pomaga, trzymajcie się tam w tym Zakopanem!

  11. Czytam to i myślę o moich dziadkach… Aż mnie trzęsie z bezsilności. Jak można spać spokojnie w nocy, wiedząc, że ukradło się staruszkom 70 tysięcy za kawałek niedziałającego plastiku na dachu? To nie są ludzie, to są hieny.

  12. Najbardziej przerażające jest to pismo „stylizowane na urzędowe”. To jest celowe wprowadzanie w błąd od pierwszej sekundy kontaktu. Jeśli to nie jest podstawa do unieważnienia kredytu, to nie wiem co nią jest. Te firmy (Panda, FG czy jak tam się teraz zowią) powinny być zlikwidowane w trybie natychmiastowym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *