Gdy opisujemy Filipa jako „prezesa”, robimy to wyłącznie dla porządku formalnego, nie dlatego, że wykazywał cechy prawdziwego lidera. W rzeczywistości — jak wynika z dziesiątek relacji — jego styl zarządzania bardziej przypominał kulturę bazaru z lat 90. niż współczesną firmę z branży OZE. Czasem słuchając relacji świadków czy przeglądając wpisy na forach internetowych albo jego występowanie w telewizji przy okazji rajdów (kto mu sponsoruje wyścigi warte kilkadziesiąt tysięcy zł ?;))czy wywiadów w czeskich mediach, można odnieść wrażenie, że niemożliwe jest by taki ktoś był prezesem.
On Boss a Ty nikt.
Prawdziwy dramat odbywał się tam, gdzie w grę wchodziła kultura osobista. A raczej jej brak. Według pracowników, Filip odnosił się z pogardą do ludzi, którzy wykonywali dla niego realną pracę. Traktował ich jak tło, jak rekwizyty w spektaklu, którego był główną gwiazdą.
W środowisku fotowoltaicznym opinia o nim była jednoznaczna. Prezesów renomowanych firm raziły jego maniery, jego ton, jego brak kompetencji i nachalne próby zdobycia statusu, którego nikt nie chciał mu przyznać. W branży krążył nawet żart, że „śmierdzi ruskimi służbami”. Podejrzenia o powiązania kapitałowe z Rosją nie brały się znikąd — potwierdzały je późniejsze odkrycia dotyczące składu zarządów i przepływów pieniędzy.
Pracownicy — zarówno handlowcy, technicy, jak i administracja — odchodzili jeden po drugim. Nie tylko przez niskie zarobki czy nadmierną presję, ale przez atmosferę, która uniemożliwiałą normalne funkcjonowanie. Większość z nich zasilała konkurencję. Stąd informacje o jego wyskokach i pospolitej głupocie rozeszły się szybko w całym środowisku.
Z czasem Filip próbował się maskować: garnitury szyte na miarę, zegarki za dziesiątki tysięcy, drogie perfumy. Ale luksus nie przykrywa charakteru — on tylko bardziej go obnaża. Ludzie z branży OZE z Krakowa, Warszawy i Gdańska mówili jasno: „On chciał być jednym z nas, ale nie dorósł ani charakterem, ani zachowaniem, ani pochodzeniem”. Nikt z Zarządów konkurencyjnych firm wciskających panele fotowoltaiczne nie chciał by kojarzono go z Filipem. Bo to obciążało. To powodowało wstyd.
Ten rozdział to portret człowieka, który próbował wejść na salony, nie zdejmując butów ubłoconych własnymi decyzjami. Zostań z nami a już w następnym rozdziale… zabawa w kotka i myszkę z UOKiKiem oraz powoływanie się na wpływy publiczne !
7 odpowiedzi do “ROZDZIAŁ 6 – CHAM WKRACZA NA SALONY”
Sposób w jaki ta osoba zachowywała się na salonach to klasyczny przykład braku klasy i kultury. Nie ma tu nic co wyglądałoby na profesjonalizm.
To aż trudne uwierzyć, że ktoś mógł być tak bezczelny i przy tym sądzić że to imponuje innym. Cham w świecie biznesu to jak źle naoliwiona maszyna.
Patrząc na to opowiadanie mam wrażenie że agresja i arogancja były normą. To nie jest lider tylko ktoś kto nie wie co to taktowność.
Robienie ludzi w ch**a i zgarnianie publiczności podczas prezentacji to najgorszy możliwy PR. Wymaga to odwagi żeby spojrzeć w lustro i przyznać że to było chamskie.
Kiedy ktoś wchodzi na salony z takim zachowaniem to znak albo ignorancji albo kompletnej bezkarności. Prawdziwa kultura zaczyna się od szacunku a nie od krzykliwości.
To nie jest nawet chamstwo tylko jakaś bezmyślność bez granic. Ludzie wokół musieli czuć się fatalnie kiedy ktoś tak się zachowywał.
Sk***ysyny mogą próbować udawać pewność siebie ale to nie poprawia faktu że brak kultury i szacunku zawsze wychodzi na jaw.